28 marca 2018 Michał

Z cyklu Mikroprzygód: Kampinos z Białym Kłem

Zainspirowany wyzwaniem Mateusza Waligóry dotyczącym poszukiwania w naszym otoczeniu miejsc, które pozwalają nam na przeżywanie mikroprzygód, postanowiłem zwrócić swój wzrok ku Puszczy Kampinoskiej.

Okazja była idealna. Oto wraz z Biały Kłem, bohaterem tej opowieści, zwanym Aryą (Białym owczarkiem szwajcarkim) miałem przed sobą perspektywę weekendu wypełnionego brakiem planów. Od jakiegoś czasu doskwierał również fakt, że nie zaliczyliśmy żadnego dłuższego spaceru, na którym mogłaby się porządnie zmęczyć. No i ciągłe poszukiwanie metod treningowych przed kolejnymi wyprawami – idealna mieszanka powodów, aby ruszyć w Kampinos.

Usiadłem więc do map. Przeanalizowałem trasy. Założyłem wstępnie pętle 60km, ale z możliwością skrócenia do 50 lub 40 – dzień jest jeszcze krótki a i dystans nigdy wcześniej przez Aryę niepokonany, więc trzeba było mieć warianty mikroprzygody.

Plan zakładał bardzo wczesne wyjście. Wraz z pierwszymi promieniami słońca i powrót późnym wieczorem. Gdy nadeszła sobota budzik bezlitośnie obudził o 5 nad ranem. Szybki prysznic i śniadanie. Sprawdzenie wcześniej przygotowanego plecaka: termos z herbatą, termos z kawą, butelka wody dla psa, przysmaki i prowiant. Do tego odpowiednie ubranie + w razie czego czołówka. Przed 6 rano meldujemy się w miejscowości Truskaw, która stanowi bramę do Kampinosu. Ruszamy.

Pierwsze kilometry przychodzą prosto, choć Arya kilka razy ucieka na polowanie, gdy zauważa zwierzynę. Ciśnienie mi skacze, ale po kilku minutach pies wraca. Docieramy do kolejnych przystanków, podczas których chwila przerwy, picie i jedzenie. Do 20 kilometra Arya dzielnie biegała po lesie. Potem już nieco zwolniła tempa. Dystans dawał się we znaki.

W pewnym momencie szlak nagle się urwał i wszystko wskazywało na to, że należało pokonać rzeczkę. Wybraliśmy przejście po próchniejącej kłodzie. Raczej ja wybrałem, gdyż Arya w najlepsze pływała w rzeczce. Po wyjściu z wody pies był do połowy biały do połowy czarny i przede wszystkim cały zadowolony.

Potem nieco kluczyliśmy po lesie gubiąc szlak, ale od czego jest GPS. W końcu miała być mikroprzygoda. Byliśmy już na drodze powrotnej. Postanowiliśmy wraz z psem zgodnie zawrócić w okolicach 20km – taki dystans (łącznie 42km) był idealny na początek.

Powrót był powolny, ale z uśmiechami na twarzy i psyku 🙂 Po 9 godzinach wspólnego marszu dotarliśmy znowu na parking w Truskawie. Ledwo żywi wróciliśmy do domu.

Przeszliśmy pętle 42 kilometrów po Kampinosie, widzieliśmy wiele pięknych i ukrytych miejsc, przeprawialiśmy się przez rzekę, siedzieliśmy we dwoje po środku Puszczy w absolutnej ciszy. Każde z nas przeżyło swoją mikroprzygodę.

Nie trzeba było wiele. Wystarczyła Puszcza Kampinosu i pomysł na trasę.

Mikroprzygody dają równie wiele satysfakcji, jak te wielkie przygody 🙂

Kontakt

Jeśli chcielibyście w jakikolwiek sposób się z mną skontaktować, śmiało piszcie lub dzwońcie: